Niosę czyjś ciężar na plecach
Czy zdarzyło Ci się kiedyś usłyszeć, że wyniki badań są prawidłowe, a mimo to nadal czuć, że coś jest nie tak? Że ból nie ustępuje, choć medycyna nie znajduje dla niego jednoznacznego wyjaśnienia? To potrafi być frustrujące. Człowiek zaczyna zastanawiać się, czy to tylko „w jego głowie”, skoro wszystko wygląda dobrze na papierze.
Coraz częściej dochodzę jednak do wniosku, że nie każdy ból ma swoje źródło wyłącznie w tkankach. Być może istnieje jeszcze coś, czego nie pokaże rezonans magnetyczny ani zdjęcie RTG.
Jednym z najczęstszych powodów wizyt w gabinecie jest ból pleców. Pacjenci przynoszą wyniki badań obrazowych, na których widoczne są mniejsze lub większe zmiany zwyrodnieniowe czy zmiany dotyczące krążków międzykręgowych. Takie zmiany często występują i nie zawsze są przyczyną dolegliwości. Niejednokrotnie obraz radiologiczny nie tłumaczy nasilenia bólu, z którym zgłasza się pacjent. Co ciekawe, podczas wywiadu wiele osób nie potrafi wskazać jednego konkretnego miejsca, które boli. Mówią raczej, że „bolą całe plecy”, że ból jest trudny do uchwycenia – ani powierzchowny, ani głęboki. Po prostu jest. Zdarza się również, że nie reaguje on tak, jak można by oczekiwać, na terapię manualną, zabiegi fizykalne czy nawet silniejsze leki przeciwbólowe.
W takich momentach zaczynam zadawać sobie pytanie: czy na pewno szukamy przyczyny we właściwym miejscu?
Dużo doświadczeń na plecach
Dość często okazuje się, że wspólnym mianownikiem nie jest uraz ani przeciążenie fizyczne, lecz przeciążenie emocjonalne. Trudna sytuacja życiowa, choroba bliskiej osoby, odpowiedzialność za rodzinę, przewlekły stres czy poczucie, że trzeba udźwignąć więcej, niż jest się w stanie unieść.
W ostatnim czasie usłyszałem od kilku pacjentów niemal identyczne zdania: „Mam na swoich plecach czyjeś życie” albo „Niosę ciężar czyjegoś życia”. To tylko słowa, a jednocześnie bardzo trafny opis tego, co dzieje się z wieloma ludźmi.
Kiedy przez długi czas żyjemy w napięciu i nieustannie dźwigamy problemy – swoje lub cudze – organizm może zacząć mówić własnym językiem. Czasami tym językiem jest właśnie ból. Nie dlatego, że coś sobie wyobrażamy, ale dlatego, że ciało i psychika są ze sobą nierozerwalnie połączone.
Coraz częściej myślę o bólu jako o sygnale ostrzegawczym. Nie zawsze oznacza on uszkodzenie tkanek. Bywa informacją, że zasoby organizmu się wyczerpują, że napięcia jest zbyt wiele, a odpoczynku i regeneracji zbyt mało.
Co można wtedy zrobić?
Przede wszystkim nie warto ignorować ani samego bólu, ani emocji, które mogą mu towarzyszyć. Jeśli sytuacja życiowa jest bardzo obciążająca, dobrym krokiem może być konsultacja ze specjalistą zdrowia psychicznego i przejście procesu, który pomoże lepiej poradzić sobie z tym ciężarem.
Z perspektywy neuroterapii można natomiast pracować z napięciem poprzez ciało – wykorzystując odpowiednio dobrany ruch, techniki oddechowe oraz metody wspierające regulację układu nerwowego. Nie jest to zastąpienie diagnostyki medycznej, ale często ważne uzupełnienie procesu zdrowienia.
Pozdrawiam,
Marcin Fatla