„Mam za dużo ciśnienia w życiu”

Ból w klatce piersiowej najczęściej kojarzy nam się z problemami z sercem. To naturalne, że w takiej sytuacji zgłaszamy się do lekarza, obawiając się zawału mięśnia sercowego. Wykonywane są badania – EKG, pomiar ciśnienia tętniczego, badania krwi, echo serca, a czasem nawet tomografia komputerowa klatki piersiowej. Po ich zakończeniu słyszymy jednak diagnozę: „Wszystko jest w porządku”. I wtedy pojawia się pytanie: co dalej? Dlaczego ból nadal występuje, skoro badania nie wykazały żadnej jednoznacznej przyczyny?

To złożony temat. Chciałbym podzielić się własnym doświadczeniem.

U mnie też było za dużo ciśnienia

Gdy miałem 25 lat, sam doprowadziłem swój organizm do takiego stanu. Pojawił się piekący ból w klatce piersiowej, tuż za mostkiem. Moja pierwsza myśl była dokładnie taka sama – zawał serca. Do tego doszedł uporczywy suchy kaszel oraz nawracające krwawienia z nosa. Wykonałem wszystkie niezbędne badania. Wyniki były prawidłowe. Co więc było przyczyną?

Nie było jednej. Był to okres bardzo intensywny pod wieloma względami. Dużo pracy zawodowej, przewlekły stres, liczne obowiązki, intensywne muzykowanie, które ograniczało sen i regenerację, a także gorsza jakość odżywiania. Każdy z tych elementów dokładał swoją cegiełkę. W pewnym momencie organizm powiedział: „dość”. To był wyraźny sygnał, że czas się zatrzymać. Kiedy stopniowo uporządkowałem poszczególne obszary życia i dałem sobie przestrzeń na regenerację, organizm zaczął wracać do równowagi. Ból ustąpił, podobnie jak pozostałe objawy.

Podobne historie słyszę również od swoich pacjentów. Gdy wspólnie przyglądamy się ich codzienności, często okazuje się, że źródłem problemu nie jest jedna konkretna choroba, lecz długotrwałe przeciążenie organizmu i brak równowagi.

Jest jeszcze jeden ważny aspekt bólu w klatce piersiowej – relacje.

W moim przypadku wyraźnie widać, że relacja z pracą, stresem, snem czy odżywianiem była daleka od zdrowej. To samo dotyczy relacji z innymi ludźmi oraz z samym sobą. Jeśli nasze relacje są trudne, pełne napięcia i cierpienia, możemy odczuwać to nie tylko psychicznie, ale również fizycznie. Mówimy przecież, że „boli nas serce”.

Z drugiej strony, kiedy relacje są dobre, oparte na szacunku, spokoju i równowadze, mówimy, że „serce rośnie”. To nie tylko piękna metafora. Często jest to także odzwierciedlenie tego, jak funkcjonuje cały nasz organizm.

Pozdrawiam,
Marcin Fatla