Last modified date

Zapewne każdy z nas (w tym ja) usłyszał kiedyś takie zdanie. Na pierwszy rzut oka wydaje się ono całkiem niewinne. Oznacza przecież mniej więcej tyle, co: „Nie martw się tak bardzo”, „Nie analizuj tego tyle” czy „Nie myśl o tym za dużo”. Jednak gdy spojrzymy na nie z szerszej perspektywy, jego znaczenie może okazać się bardziej złożone.

Załóżmy, że coś jest dla nas naprawdę ważne. Dzielimy się z kimś swoją myślą, obawą lub refleksją, a w odpowiedzi słyszymy właśnie to tytułowe zdanie. Czasem może mu nawet towarzyszyć złość, zniecierpliwienie lub inna nieprzyjemna reakcja. Czy zastanawialiście się kiedyś, co wtedy się dzieje?

Zostajecie z tą myślą sami. Wciąż o niej myślicie, ale już podwójnie. Z jednej strony zajmuje was sama sprawa, a z drugiej pojawia się wątpliwość, czy to, co czujecie lub myślicie, w ogóle ma znaczenie. Być może zaczynacie zastanawiać się, czy nie jest to jedynie przesada albo wręcz brednia. Może dla innych tak właśnie wygląda. Ale co z osobą, która tę myśl nosi w sobie?

W jej ciele zaczyna pojawiać się napięcie. Szczególnie wtedy, gdy ponownie chce coś wyrazić lub podzielić się swoją obserwacją. Często odczuwalne jest ono w obrębie głowy. Mózg — odpowiedzialny za pamięć, przetwarzanie doświadczeń i tworzenie myśli — nie potrafi po prostu „odpuścić”, jeśli nie ma ku temu odpowiednich warunków. Na podstawie wcześniejszych doświadczeń ciało pamięta, co może się wydarzyć, dlatego generuje kolejne napięcie i wybiera to, co już zna. W ten sposób zamyka się błędne koło.

Pełna głowa

Pojawia się gonitwa myśli, problemy z koncentracją, trudności w wysławianiu się, a czasem także ból głowy. Może on przybierać różne formy — od napięciowego po migrenowy. Spotkałem wiele osób doświadczających podobnych sytuacji i mogę powiedzieć jedno: każdy przypadek jest inny. Rzadko zdarza się, aby przebieg takich doświadczeń był identyczny lub nawet bardzo podobny do wcześniejszego.

Czy jest to dowód na to, że nasz stan emocjonalny wpływa na fizyczne dolegliwości w określonych obszarach ciała? Niekoniecznie. Bardziej chciałbym podzielić się pewną obserwacją i zachęcić do refleksji. Warto czasem zatrzymać się na chwilę i zastanowić, czy ból głowy, napięcie lub dyskomfort nie są związane z czymś, co nie zostało wypowiedziane, usłyszane albo wyrażone.

Pozdrawiam,
Marcin Fatla